Subskrybent kanałów informacyjnych

Współspacz

Z bloga: Zapiski Przema - 48 min. 7 sek. temu
Mój Współspacz nie ma juz chyba ani grosza.

Read more...

Sukienka

Z bloga: Aktualnie Irlandia, Wies Tallaght,, Dublin 24 - 1 godzina 42 min. temu
Szukam sukienki na slub. Takiej z jajem. Nawet jedna znalazlam. Ale jestem miedzy dwoma rozmiarami, czyli ten wiekszy troche mi odstaje, a mniejszy za mocno obsciskuje;/ jak znalazlam dobra w rozmiarze to cena rozlozyla mnie na lopatki. W zwiazku z powyzszym, zeby nie wrocic z zakupow z pustymi lapami zamiast kupic sukienke kupilam zakiet i buty:))))))))))) la la  la.... pojde se w nich na jakies interwju:)
A moze do Belfastu skocze na zakupy... tam outlety i inne Victorie:) acchhhh


siłownia

Z bloga: los się musi odmienić - 7 godzin 10 min. temu
Zapragnąłem wreszcie lepiej wyglądać i poczuć się lepiej. Jakoś do tej pory nie miałem na to czasu, albo tego drugiego. Przyszedł odpowiedni czas i wybrałem się na gym, czyli siłownię.

Praca, integracja, asymilacja?

Z bloga: cyniczny77.blog.onet.pl - 7 godzin 19 min. temu
Dzisiaj będzie o tym, jak to punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia.

siłownia

Z bloga: los się musi odmienić - 15 godzin 34 min. temu
W życiu prawie 40-letniego mężczyzny przychodzi taki moment, że chce wreszcie lepiej wyglądać i czuć się lepiej. Jakoś do tej pory nie miałem na to czasu, albo tego drugiego. Przyszedł odpowiedni czas i wybrałem się na gym, czyli siłownię.

Juz zaraz wigilia piatku:)

Z bloga: Aktualnie Irlandia, Wies Tallaght,, Dublin 24 - 14 maj, 2008 - 22:57
a w piatek weekend, ktorego nie moge sie juz doczekac, bo bedzie wieczor panienski m.in:)
nie pisze ostatnio zbyt wiele, bo weny nie mam, i choc w pracy osiagam szczyty cofania sie w rozwoju, czytaj: nie wnikac, to wena nie powraca.
Och marze o tym, zeby dni w H. byly juz policzone:)oj oj oj.

Za to pogoda dopisuje, cieplutko jest i slonecznie, zupelnie nie jak w irlandii.
Z tej okazji w niedziele poplynelismy promem (bo tak sie chyba tlumaczy ferry na polski) - a raczej lodka rybacka na wyspe ireland's eye. Doplynelismy do przystani - tu kolejne slowo na wyrost - a tam jakby dzicz. Bylo troche atrakcji np opuszczona wieza, do ktorej moznabylo wejsc tylko po sznurze.






Byla tez ostoja ptaszorow - mega wielkich mew, ktore atakowaly ludzi zblizajacych sie do ich gniazd, niczym ptaki hitchcocka, no i najlepszy motyw - mewy szczekaly jak psy. Szczekajaca mewa. Nikt mi i tak nie uwierzy:)Nie, nie pilam, nie palilam:)






Potem walnelismy sie na plazy, pomoczylam nogi w morzu i bylo prawie jak w wakacje:)


Wino i słońce

Z bloga: z igłą w ręku - 14 maj, 2008 - 21:15

Dzień pod znakiem molestowania seksualnego w miejscu pracy

Z bloga: Gatki Yneski - 14 maj, 2008 - 18:46

Yneska pobiegła do przystojniaków z działu sprzedaży, podpierdolić im odrobinę kolorowego tuszu.

Big Boss : Ślicznie dziś wyglądasz.

Yneska : Dziękuję.

Big Boss : Naprawdę ślicznie. Wyjątkowo. Majki, prawda?

Majki nawet nie oderwał głowy od komputera.

Yneska : Majki nie lubi na mnie spoglądać. On nigdy na mnie nie patrzy.

Big Boss : Bo zapewne jest przejęty kontrolowaniem nagle kurczących się spodni. No wiesz... Pracą nad złożeniem namiociku.

***

Yneska z wypełnionym formularzem wakacyjnym, leci na górę, do pana, który poza cyferkami świata nie widzi. Puk! Puk! – zamiast małego chuderlaka, Big Boss z nosem w papierach.

Yneska : Cześć. Szukam tego Pana, który oficjalnie zajmuje to biuro.

Hej, hej, gdzie jesteś? – nie czekając na odpowiedź, rzuciła między cząsteczki powietrza dryfujące w przestrzeni biurowej. Spojrzenie skierowała to pod biurko, to za drzwi – demonstracyjnie je uchylając, to pod wielki stół, przy którym zwykły się toczyć poważne rozmowy na temat finansów.

Tam go nie ma. Może gdzieś tu być – bez chwili zastanowienia, wywalił z siebie szef Yneski, kreśląc przy tym elipsę naokoło swego krocza.

***

Pozbierała Yneska puste kubki z okolicznych biurek, pobiegła do kuchni, „małym chlewkiem” zwanej, rękawy zakasała, gąbeczkę do ręki chwyciła i odpłynęła w świat własnych myśli...

Do góry podskoczyła, gdy niespodziewanie za sobą szefa głos usłyszała.

Yneska : Ja tu kiedyś dostanę zawału! Jak duchy chodzicie.

Big Boss : Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć. Chodź, przytulę Cię, żebyś się szybciej uspokoiła.

I nie pytając Yneskę o pozwolenie, przycisnął do siebie.


***

Powrócił temat znienawidzonych przez Yneskę mundurków pracowniczych. Przyjechała Panienka z Okienka, pomierzyła, pokazała, rękę z koszulką do Yneski wyciągnęła. Yneska, żeby wiochy przy obcych nie robić, posłusznie prezent przyjęła, pobiegła do damskiej i po kilku sekundach patrzyło na nią z lustra małe, błękitne straszydło. Ni chuja – nosić tego nie będę – myśl uderzyła jej ostatnią, samotną, szarą komórkę. Pobiegła się pokazać, powyginała się trochę przed towarzystwem, przytaknęła, że tak, owszem, rozmiar pasuje, że super.

Big Boss : Naprawdę ładnie Ci w błękitnym. Pasuje Ci.

Yneska i jej zmarszczony nos : Nie wydaje mi się. Będziesz musiał zapłacić mi extra, żebym to na siebie założyła.

Big Boss : To będziesz chodziła na golasa w takim razie.

Yneska : Wolałabym.

Big Boss : Naprawdę? Dobrze. Tylko wcześniej musimy rzucić na to okiem.

Czy Jemu coś na mózg siadło? Czy Go tak najnormalniej w świecie, popierdoliło?

Dlaczego A. nie wróci do Z.

Z bloga: Bye, bye Poland - 14 maj, 2008 - 15:35

Mój znajomy ma na imię A. Pochodzi z Z. Takich miejsc, jak Z. jest w Polsce wiele. Mimo że trudno zlokalizować Z. na mapie, to z łatwością można wyobrazić sobie jego spokojny, określony rytm. I mieszkańców Z., którzy albo boją się wyjechać, albo wyjechać nie chcą. Bo przecież tam jest wszystko, czego im potrzeba. Wszystko, czego potrzeba do życia w Z. Więc A. też nie wyjeżdżał. Bywał co prawda w większym mieście, ale nie na dłużej, a za granicę nie wybrał się nigdy. Mieszkał w domu rodzinnym, gdzie było spokojnie i bezpiecznie, przesiąkając powoli monotonią panującą w Z. Ciężko pracował. Prowadził życie przeciętniaka mieszkającego w przeciętnym Z.

A. nigdy dokładnie nie wytłumaczył mi, dlaczego postanowił wyrwać się z Z. I czy postanowił wtedy wyrwać się na stałe, czy tylko pobyć przez chwilę w innym miejscu, a po jakimś czasie wrócić do swojego miasteczka. Nie powiedział mi, jak zareagowali inni mieszkańcy Z., kiedy półtora roku temu zdecydował się wyjechać do Londynu. Wspomina co prawda o planowanej wyprawie do Skandynawii, ale były to chyba raczej marzenia niż plany. Mieszkańcy Z. też prawdopodobnie nie wierzyli, że A. mógłby porzucić Z. na zawsze.

Trudno wyobrazić sobie, że kiedy A. przyjechał do Wielkiej Brytanii, nie znał angielskiego, bo teraz posługuje się nim płynnie. Podobno zaraz po przyjeździe, na rozmowie kwalifikacyjnej przytakiwał w odpowiednich momentach i dlatego dostał pracę. Mimo że niewiele rozumiał. W pracy musiał rozmawiać po angielsku i jakoś się nauczył. Na dodatek poznał w Londynie Carmen, która w Ameryce Południowej dorabiała sobie jako nauczycielka angielskiego. Chęć rozmowy z Carmen była silniejsza niż blokada językowa, więc spotykał się z Carmen coraz częściej. Aż wreszcie z Carmen się zaręczył.

I tak chciałby się z nią ożenić, ale postanowił poprosić ją o rękę już teraz, kiedy pojawiło się niebezpieczeństwo, że Carmen nie dostanie wizy i będzie musiała wrócić niebawem do Peru. Teraz, żeby pracować i przebywać w Wielkiej Brytanii, musi mieć status studenta. Więc płaci za kurs angielskiego, którego nie potrzebuje. Może pracować tylko 20 godzin tygodniowo, ale w Londynie prawie niemożliwe jest utrzymanie się z pracy na pół etatu.

Trzeba było przywieźć jakieś dokumenty z Polski, żeby załatwić formalności. Więc A. pojechał do Z. Tylko na trzy i pół dnia. “O trzy dni za dużo” - stwierdził A., wracając i dzwoniąc do mnie jeszcze z lotniska. Rodzina wiedziała o Carmen, ale chyba nie traktowała tego poważnie. Takie rzeczy nie zdarzają się przecież w Z.

Może nie chodziło nawet o Carmen, ale o to, że A. zaczyna coraz bardziej zakorzeniać się w innym kraju. Daleko od Z. Tak czy inaczej, odwiedzając swoje miasteczko, A. trafił na front przerażonych rodziców, ciotek i sąsiadów.

“Kiedy A. wreszcie powróci do Z.? Powinien wrócić jak najszybciej, bo trzydziestce będzie mu trudno zaczynać wszystko od zera” - grzmiały ciotki, a przed oczami A. pojawiały się jak slajdy wspomnienia tych kilkunastu miesięcy, które są dla niego jak kilkanaście lat. I zastanawiał się, czy to jest właśnie to “zero”. “Przecież w Z. miałby szansę dostać normalną i legalną pracę”. Jakby praca A. w Londynie była nienormalna i nielegalna. “Po kilkunastu latach mógłby przecież awansować na kierownika biura w Z.” Ciocia Basia sama zajęłaby się szukaniem takiej pracy dla A.. Ciocia Basia, która od dwóch lat jest na bezrobociu. “Co to za ślub w urzędzie, a nie w kościele? Bez rodziny, bez wesela?”, “I zaręczyny bez pierścionka?”, “Przecież A. nawet nie ma garnituru!”, “Czy A. przez chwilę pomyślał o swoich dzieciach?”, “Jak dzieci nauczą się polskiego w jakimś tam Londynie?”, “W jakim duchu A. ma zamiar wychowywać swoje dzieci?”

- Duchu? Przecież Carmen jest katoliczką - powiedziałam, kiedy A. recytował mi wszystkie te pytania przez telefon.
- Chyba chodziło o duch patriotyzmu - powiedział A.

Patriotyzmu w stylu Z.?
 

Dominika Kopeć

 

Oszczędność nie popłaca

Z bloga: .NET i takie tam - 14 maj, 2008 - 14:59

Jestem świeżo po sesji z debuggerem. Ostatnio aktualizowałem bazę danych SQL CE z wersji 3.1 do 3.5, w wyniku czego pojawiły się dziwne problemy z wstawianiem danych. Otóż raz na jakiś czas dane binarne dodawane do bazy były uszkodzone.

Gdzie tkwił problem? Ano w oszczędności znaków (czytaj: lenistwie). Przykładowo definiując parametr dla obiektu SqlCeCommand, w sposób:

cmd.Parameters.Add(new SqlCeParameter(“FileData”, question.FileData));

Nie określamy w sposób jawny jego typu. Silnik SQL CE musi niejako sam go sobie zgadnąć i akurat w tym przypadku robił to błędnie. Zamiast zdefiniowanego w tabeli typu Image stosował varbinary(8000). Dlatego też gdy rozmiar danych będzie mniejszy lub równy 8000 bajtów wszystko działa bez zarzutu. Jednak jeśli rozmiar przekroczy magiczną wartość 8000, dane zostaną, że tak się wyrażę ‘przycięte’ i w ten sam sposób uszkodzone. Rozwiązaniem oczywiście jest jawne zdefiniowanie parametru:

SqlCeParameter fileDataParameter = new SqlCeParamete(“FileData”, SqlDbType.Image); cmd.Parameters.Add(fileDataParameter); fileDataParameter.Value = question.FileData;

No to zaoszczędziłem sobie dwie linie kodu.

I'm going back home.

Z bloga: Bloominka w Dublinie - 14 maj, 2008 - 12:05

Ya know sometimes baby I'm so carefree
with a joy that's hard to hide
Then sometimes it seems again that all I have is worry
And then you burn to see my other side

But I'm just a soul whose intentions are good
Oh Lord, please don't let me be misunderstood

If I seem edgy
I want you to know
I never meant to take it out on you
Life has its problems
and I get more than my share
but that's me one thing I never mean to do

Cos I love you
Oh baby
I'm just human
Don't you know I have faults like anyone?

Sometimes I find myself alone regretting
some little fooling thing
some simple thing that I've done

I'm just a soul whose intentions are good
Oh Lord, please don't let me be misunderstood
                                                             Nina Simone

Jade do domu, jade w nastepna sobote. Nie wiem na jak dlugo, bo mam duzo do zrobienia. Kurs na motor i poslubienie meza zajmie mi pare tygodni. Jak nie zwieje z przed oltarza ;))). Zawsze bylam nieprzewidywalna. No ale skoro o tym pisze, to raczej tego nie zrobie. Mam nadzieje ;). Generalnie moj slub to pelen spontan. Juz mi sie dostaje od matki, za to kogo nie zaprosze. Wykoncze nerwowo moja mamuske. A tak w ogole to u mnie nic. Siedze w domu od tygodnia i jakos nie moge sie zebrac, zeby pojechac do Polski. Mam swoje tak dlugo wyczekiwane trzy-miesieczne wakacje, ale jakos mnie to juz nie cieszy. Tym razem mnie przeraza szukanie pracy, a zdaje sobie sprawe, ze nie bedzie juz tak latwo. Jestem jakby zawieszona w czasoprzestrzeni. Nie wysle teraz cv, bo zdzwonia jak bede w Polsce. Jak rok temu, gdy siedzialam w ciemnym pokoju po operacji oczu. Myslalam tez, zeby zostawic Wyspe, ale...nie moge. Wczoraj biegalam wkolo osiedla i jak pomyslalam, ze mialabym to zostawic, to az mi lzy stanely w oczach. Wkolo owce, konie, pastwiska i 20km do Dublina. No nie wiem, nie wiem, zawiesilam sie....

O du.upie marynii...

Z bloga: Irlandia podobno jest taka zielona... - bloog.pl - 14 maj, 2008 - 10:28

Jest jeszcze jedna fajna sprawa w temacie mojej nowej pracy. Placa co 2 tygodnie:))) Wiec, jesli zaczne 16 czerwca, to ostatniego dnia miesiaca bede miec juz troche kasy na koncie, wiec nie bede na debecie, mam nadzieje:)A jesli nawet bede, to moj irlandzki bank tak niewiele bierze za przekroczenie limitu, ze jest to prawie nie zauwazalne:) A dzis - znow 7.5godz (a moze sobie skroce do 7;p) nudzenia sie. Mam zapasowa ksiazke, gdybym ta, ktora czytam, skonczyla;)

Nie stojcie w przeciagach!

Z bloga: Blog Dublinia - 13 maj, 2008 - 21:25
    Moja babcia zawsze mawiala zebym nie stala w przeciagu bo to bardzo niebezpiecznie.Niestety nieposluszenstwo wobec babcinych przestrog (swiec Panie nad jej dusza - to juz 22 lata kiedy o...

Stało się, klamka zapadła

Z bloga: Zapiski Przema - 13 maj, 2008 - 20:34
Chciało by sie tak powiedziec...

Read more...

Irlandzka lekcja

Z bloga: cyniczny77.blog.onet.pl - 13 maj, 2008 - 16:39
Dzis zas, szanowni czytelnicy moi, wiadomosci nieco dobrych na temat polonii w Eire Wam dostarcze, jako iż po tej serii ostatnich wpisow, nawet moja, optymistycznie zazwyczaj wykrzywiona geba, nieco zgorzkniala się

Devils Disciples - Gorey.

Z bloga: Bloominka w Dublinie - 13 maj, 2008 - 15:46

W sobote bylam na zjezdzie motocyklowym w Gorey. Jakos tak wyszlo, ze wpadlismy z Wichura na chwile. Impreza trwala 2 dni...jakies koncerty, dziewczyny, Harleyowcy. Ucieklam, nie czuje sie dobrze w tlumie. Zrobilam kilka zdjec:

To co widac, to tylko polska ekipa.

Moja Tajlandia

Z bloga: awra - 13 maj, 2008 - 13:32
http://norgal.

Komunia święta, czyli targ próżności

Z bloga: Taita - 13 maj, 2008 - 12:23
Źle się na tym świecie dzieje, kiedy perspektywa pójścia na Komunię świętą budzi w człowieku przerażenie i spędza sen z powiek.

Trzynasty...

Z bloga: Irlandia podobno jest taka zielona... - bloog.pl - 13 maj, 2008 - 09:52

Juz sama liczba mi sie nie podoba... i do tego piaty dzien miesiaca...Mam nadzieje, ze pecha juz wyczerpalam na dzis - jakas glupia dzika przytarla mi lusterko z lewej. Na szczescie nic innego mi nie spieprzyla w samochodzie. Co za glupia piiii... !!!One naprawde nie potrafia jezdzic!!! Ale tam... Lekkiego dola mialam... chwilowo na szczescie. Zaraz dostane kolejnego, bo niefajnie sie jakos tak czuje psychicznie dzisiaj. I jak zaczne robic autopsychoanalize i w ogole analizowac przeszlosc i

Wojna polsko-polska.

Z bloga: Zgryźliwy w opałach :))) - 13 maj, 2008 - 08:16
Wojna trwa w najlepsze. Na razie na słowa. 2 Wrogie ugrupowania. Jedno na emigracji, głównie na Wyspach Brytyjskich i w Irlandii. 2gie w Starym Kraju. Zawzięcie się zwalczające i nie przepuszczające żadnej okazji, żeby sobie nie przyłożyc.